Strona główna»W życiu

Szantaż emocjonalny #1

Czy zdarza ci się, że ulegasz w jakichś sprawach i zgadzasz się zrobić coś, na co wcale nie masz ochoty? A potem nie wiesz jak to się stało i żałujesz, że się zgodziłeś i czujesz, że znowu przegrałeś i zostałeś wykorzystany? Być może uległeś szantażowi emocjonalnemu. W szantażu emocjonalnym gra się na emocjach. Najczęściej jest to wpędzanie kogoś w poczucie winy żeby osiągnąć swój cel.

Znamy szantażystów, którzy żądają pieniędzy w zamian za nieujawnienie jakichś kompromitujących materiałów bądź informacji i tu sprawa jest jasna, bo każdy umie to od razu rozpoznać. Częściej jednak zdarza się, że jesteśmy szantażowani i nie zdajemy sobie z tego sprawy. W codziennym życiu zdarza się wymuszanie pewnych zachowań przez presję emocjonalną. Powoływanie się na miłość, przyjaźń, rodzicielski autorytet, obowiązek, jest na porządku dziennym. W ten sposób są szantażowane dzieci, chociaż nazywa się to wychowywaniem. – „Jak będziesz niegrzeczny, to mamusi będzie przykro”, albo jeszcze mocniej – „jak będziesz niegrzeczny to mamusia przestanie cię kochać”. To nie jest wychowanie, gdy dla osiągnięcia pożądanego zachowania wykorzystuje się manipulację.

Z szantażem emocjonalnym spotykamy się od dziecka. Robią to nam nasi rodzice, dzieci, małżonkowie, szefowie w pracy. Robimy to też sami sobie.

Można to robić na wiele sposobów. Na przykład po prokuratorsku. Szantaż w wykonaniu „prokuratora” jest najbardziej oczywisty, bo każdy przejaw oporu wywołuje w nim natychmiastową złość. Wyraża się on poprzez konkretne groźby lub wymownie milczy. Gotowi jesteśmy zrobić wszystko, żeby nie wywołać jego złości, czy też tego ciężkiego milczenia. „Prokurator” oskarża i straszy. Jego główne oskarżenie – „to twoja wina!” By uniknąć konfrontacji zaczynamy kłamać, ukrywać, oszukiwać, by zachować pozory i by nie prowokować tyrana.

„Nie mogę odejść od męża, bo nigdy nie zobaczę moich dzieci. Mąż grozi mi, że jeśli odejdę zabierze je i zrobi ze mnie wariatkę. Wiem, że jest do tego zdolny. I ma znajomości. No i nie dam rady sobie sama finansowo. Za każdym razem, gdy zrobię coś nie po jego myśli, wygraża mi, że odetnie mnie od pieniędzy”

Inny rodzaj szantażysty to „biczownik.” Taki informuje nas, że jeśli nie zrobimy tego, co on chce to on będzie smutny, zawiedziony, zrozpaczony, a nawet w skrajnych przypadkach grozi samobójstwem. Jest to człowiek, któremu trudno wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Wydaje się bezradny i słaby. Zachowuje się jak rozkapryszone, potrzebujące opieki dziecko. Chce, żebyśmy byli na każde zawołanie. Wchodzimy w to jak w dym, bo uważamy, że jak ktoś czegoś potrzebuje to trzeba mu pomóc i nie zauważamy jak taki „biczownik” podporządkowuje nas sobie. „Jeśli mi nie pomożesz, to nie dam sobie rady”, „nie mogę bez ciebie żyć”, „jeśli mnie zostawisz to się zabiję”, „jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc”- to niektóre teksty „biczownika.” Uleganie takiej osobie nie uratuje jej. Ona destrukcję ma w sobie. Jeśli jej pozwolimy to całkiem zdominuje nasze życie i poczujemy, że się dusimy.

” Za każdym razem, kiedy mówię o rozstaniu, żona zaczyna płakać. Krzyczy, że sobie nie poradzi, że nie może beze mnie żyć, i że się zabije. Koledzy doradzają mi, żebym to zignorował, ale obawiam się, że moja żona mówi to poważnie. Gdyby sobie coś zrobiła nie darowałbym sobie.”

Cierpiętnik„z kolei jest bardzo zaabsorbowany swoim samopoczuciem i naszym do niego stosunkiem. Nieumiejętność czytania w jego myślach traktuje jako dowód, że nie dość nam na nim zależy.  Daje nam do zrozumienia, że jeżeli nie zrobimy tego, czego od nas wymaga, to znaczy, że go niewystarczająco kochamy. Jeśli nie zrobimy tego, czego chce, to będzie cierpieć, albo coś mu się stanie i to będzie  nasza wina. Skutecznie odwołuje się do naszych uczuć opiekuńczych. Przygnębiony, wycofuje się, wzdycha, nie raz ze łzami. Gdy zapytamy co się stało, z bólem w oczach mówi, że nic.

„Wiem, że mężowi jest ciężko z jego chorobą, ale to co robi wykańcza mnie psychicznie. Wszystko robię nie tak, co mąż wymownie daje mi do zrozumienia. Milczy, wzdycha, rzuca oskarżające spojrzenia. Kiedy pytam o co mu chodzi twierdzi, że o nic lub że powinnam się domyśleć. Kiedy wychodzę na spacer, żeby choć trochę odetchnąć nie odzywa się do mnie cały dzień. Mam tego dość, ale co ma robić? Przepraszam dla świętego spokoju.”

Najbardziej subtelnym działaniem charakteryzuje się „kusiciel„. On obiecuje nagrodę. Może to być miłość, pieniądze, kariera, ale zawsze obwarowana warunkiem posłuszeństwa. Coś za coś. „Kusiciel” nigdy nie jest bezinteresowny. Omota, uzależni i zniewoli. Jak się go nie posłuchasz, to ci wszystko zabierze.

„Pozornie wszystko jest w porządku. Mój partner bardzo o mnie dba, kupuje drogie prezenty, obiecuje, że zainwestuje w moje studia. Ale ma to swoją cenę. Mam być posłuszna, robić i zachowywać się tak jak on chce. Jak tylko mu się sprzeciwiam, wycofuje się z obietnic i upominków. Czuję się przez niego szantażowana.”

Dobrze jest się rozejrzeć i zastanowić, czy nie ulegamy emocjonalnym szantażom. Może to być trudne, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w mocy szantażysty, który zajmuje ważne miejsce w naszym życiu. Trzeba jednak sobie uświadomić, że ulegając emocjonalnej presji nie pomagamy nikomu.

Dlaczego tak trudno jest nie ulegać emocjonalnym naciskom? Ano dlatego, że dotyczą bliskich nam osób. Ktoś obcy nie ma nad nami takiej władzy. Bardzo trudno jest na przykład kobiecie wpędzanej w poczucie winy zdystansować się do reakcji męża, czy matki, bo ona faktycznie ma poczucie winy. Do tego dochodzi też ciągłe udowadnianie swojej wartości jako żony, czy córki. Nie potrafi więc odmówić, nawet, gdy spełnienie prośby drogo ją kosztuje. Szantażysta nie potrafi znieść słowa – nie. Na jego prośby trzeba zawsze odpowiadać – tak. W przeciwnym razie będzie niezadowolony, będzie nas oceniał, krytykował, karał. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoba zdominowana przez szantażystę często uważa, że tak ma być i mimo psychicznego i fizycznego zmęczenia ciągnie ten swój wózek do upadłego. Nie umie odmówić, bo nie daje sobie do tego prawa.

Niektórzy jednak czują się szantażowani. Czasami pomaga samo uświadomienie sobie sytuacji, ale częściej to nie wystarcza i trzeba szukać pomocy. Może to być odpowiednia literatura albo terapeuta. Najważniejsza jest jednak chęć zmiany. cdn.

15.08.2015
Jeżeli lubisz mój blog, obserwuj profil na Facebooku.

do góry
Komentarze
comments powered by Disqus
Zobacz także