Strona główna»W życiu

O Błogosławieństwach

Od dziesięciu lat robię masaż, który nie jest zwykłym masażem i do tego towarzyszy mu pewna filozofia. O siedmiu zasadach Huny opowiadam prawie każdemu, kto chce słuchać. Kiedyś bardzo mi to pomogło, potem obserwowałam jak pomaga innym i stwierdziłam, że praca z ciałem, której towarzyszy praca z umysłem jest naprawdę efektywna. Nie wystarczy terapia psychologiczna jeśli nie uwolnimy napięcia z ciała. 

Hawajczycy, którzy wymyślili taką pracę z człowiekiem odkryli i praktykują wiele rzeczy, do których współczesna nauka dopiero co doszła. Teraz już się mówi o pamięci komórkowej ciała, o zasadach fizyki kwantowej, o terapii poznawczej, a oni bez większych tłumaczeń i ceregieli po prostu to praktykowali w zamierzchłej przeszłości. Między innymi ich codzienną praktyką było błogosławienie. Nawet przed masażem śpiewa się pieśń, która jest takim błogosławieństwem dla osoby, która poddaje się masażowi.

Błogosławienie wynika z wiary, że wszystko co wysyłamy wraca do nas zwielokrotnione. Z początku myślałam, że jest to wyraz miłości do wszystkich i wszystkiego, bo wiele się tam dzieje w duchu Aloha. Potem, gdy czytałam książki, które o Hawajach napisał Max Freedom Long zobaczyłam, że oni też tak trochę ze strachu i w trosce o swoje bezpieczeństwo wysyłali te błogosławieństwa, bo obawiali się duchów, że się będą na nich mścić, gdyby na przykład komuś złorzeczyli. Właściwie jakie by nie były ich pobudki, czynili wiele dobrego dla innych i dla siebie.

W chrześcijaństwie też jest tradycja błogosławieństw. Pan Jezus powiedział:  „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.” Przyznam się szczerze, że buntowałam się przed takim stawianiem sprawy, bo nie ma się zazwyczaj oporu przed błogosławieniem bliskich, mądrych, dobrych i kochanych ludzi, ale tych, którzy złorzeczą, źle postępują, krzywdzą? Już bliższa nam jest starotestamentowa zasada – „oko za oko, ząb za ząb.” Trudno jest błogosławić ludzi, którzy czynią zło, ale chyba dlatego, że nie rozumiemy czym w istocie jest błogosławieństwo, a czym nie jest.  Błogosławieństwo nie jest poparciem złego postępowania, ani chwaleniem okrutnika. Błogosławieństwo  nie akceptuje żadnej krzywdy. Błogosławieństwo jest modlitwą i uczuciem. Bardzo potrzebnym uczuciem.

Zgłębiając temat błogosławienia zrozumiałam, że tak naprawdę wcale nie chodzi o tych nieprzyjaciół czy złoczyńców, ale o nas, o nasze samopoczucie, a nawet zdrowie. Okazuje się bowiem, że przeżywanie negatywnych emocji i co gorsza pielęgnowanie ich, albo też tłumienie bardzo nam szkodzi i to na poziomie komórkowym. Gdy się złościmy, martwimy, narzekamy, nienawidzimy to w naszym ciele zachodzą procesy chemiczne. Nadnercza produkują duże ilości kortyzolu – hormonu stresu, a to nam szkodzi. Gdy natomiast pielęgnujemy w sobie pozytywne uczucia takie jak miłość radość, wdzięczność, docenianie to nasze ciało zmienia chemię. Produkujemy DHEA i endorfiny. Jest to dla nas o wiele bardziej pożądane.

Widzimy, że na świecie dzieje się wiele złych rzeczy i czy to nas dotyka bezpośrednio czy nie, denerwujemy się tym, przeżywamy i szkodzimy sobie. Tak naprawdę nie mamy większego wpływu na wydarzenia, ale mamy wpływ na nasze reakcje, na to co z tym zrobimy. Błogosławieństwo to rodzaj modlitwy, która poprawia jakość życia i to nie tylko naszego. Przekształcenie tego co nas boli w inne doświadczenie jest pomocne. Robimy to przyznając, że nasze przeżycie miało miejsce i pozwalamy by przeszło przez nas. Uwalniamy je, żeby nie szkodzić sobie. Błogosławieństwo w tym pomaga.

Moja pierwsza nauczycielka masażu rozśmieszyła nas na kursie opowiadając jak się stara we wszystkim widzieć coś dobrego. Opowiadała, że jadąc samochodem i widząc paskudnie zachowującego się na drodze kierowcę starała się powiedzieć o nim coś pozytywnego. Zawiesiła się na chwilę myśląc intensywnie…  W końcu oznajmiła, że może chociaż… jest dobry w łóżku ;) Wywołała tym salwy śmiechu i atmosfera od razu się poprawiła. No, a można by przecież przez wiele kilometrów się żyłować i narzekać. Co jest lepsze dla nas?

Zaczynamy od małych kroków, od małej zmiany w sobie, a zmieni się świat wokół nas. Nie ma innej możliwości, bo przemoc zawsze rodzi przemoc, a dobro dobro.

 

 

18.05.2017
Jeżeli lubisz mój blog, obserwuj profil na Facebooku.

do góry
Komentarze
comments powered by Disqus
Zobacz także